poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział pierwszy

-Jeszcze tylko tydzień. -mruczy do mnie Steph. -Wyobraź sobie, że za siedem dni będziemy leżeć na leżakach i opalać się całe dnie, popijając zimne koktajle.
Uśmiecham się szeroko.
Perspektywa mnie w bikini na leżaku z koktajlem w ręku trochę mnie uspokaja. Tak bardzo chciałabym już tam pojechać.
Na ten obóz jedzie tylko kilka osób z naszej szkoły, które na dodatek nas nie znają, więc nie mam się czym martwić. Na dodatek cały obóz jest organizowany w wielkim hotelu blisko plaży.
Dla mnie to coś cudownego.
-Nie wytrzymam. -szepczę.
-Obawiam się, że ja też będę miała z tym problem. -marszczy nos. -Ale damy radę.


Po lekcjach poszłyśmy do jednej z naszych ulubionych kafejek. To już nasza rutyna.
-Hej dziewczyny! -wita się z nami Courtney. -To co zawsze?
-Hej Courtney. -macham jej. -Tak.
Siadamy w stoliku na rogu i omawiamy szczegóły wyjazdu.
-Myślisz, że powinnam sobie kupić nowe bikini? -pyta się Steph, odgarniając swoje czerwone włosy za ucho.
-Nie wiem. -śmieję się. -Ale jeśli tak to tylko ze mną.
-Okej. Jeszcze zobacz...-urywa, a jej wzrok tkwi w czymś za mną.
-Steph? Stephanie, co jest? -odwracam się i widzę ICH.
Moje oczy gwałtownie się rozszerzają, a oddech zanika mi w gardle. Czuję palenie w żołądku, który obraca się ze zdenerwowania.
Cholera, co oni tutaj robią?
-O boże. -syczę, chowając twarz w ręce. -Zachowujmy się normalnie, okej?


Po powrocie do domu nadal nie mogę uwierzyć, że paczka tych najfajniejszych przyszła akurat tam gdzie my. To pech, naturalnie że tak.
Na dodatek ON też tam był. Justin Bieber. Chłopak, który podoba mi się od kiedy tylko pamiętam. Chłopak, do którego codziennie piszę jeden list. 
Oh, jak bardzo upadłam?
On ma dziewczynę, Rachel. Jest piękna i bogata i jest przeciwieństwem mnie.
Zdejmuję buty i rzucam nimi o kafelki w przedpokoju, po czym biegnę do swojego pokoju. Próbuję powstrzymać łzy, które szczypią moje oczy, ale nie potrafię.
Wpadam do środka i wybucham płaczem.
-Rony? Czemu płaczesz? -pyta się mnie jakiś głos.
Odsłaniam szybko twarz i widzę rozmazanego Henriego.
-Nic się nie stało. -ocieram szybko policzki. -Czemu jesteś w moim pokoju?
-Szukałem swojej płyty. Co się stało?
-Nic. -warczę. -Masz czternaście lat, więc nie zrozumiesz. A teraz wyjdź.
Chłopak posłusznie wychodzi i zamyka za sobą drzwi, a ja zaczynam znowu ryczeć.
Jestem taką idiotką.
Skończoną idiotką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz