" Zastanawiałeś się kiedyś, przez chwilkę, nad tym co masz?
Objaśnię ci to. Masz wszystko.
Dziewczyny rzucają się na ciebie, masz pieniądze, piękny dom zaraz przy parku. To o domie wiem, bo kiedyś robiłam z tobą projekt na francuski. Byłam u ciebie przez godzinę, i mogę szczerze przyznać, że to najlepsza godzina mojego życia. Ale jest jeden, jedyny problem...ja dla ciebie nie istnieję.
Fakt, jestem zwykła. Nie mam figury jak modelka, ani cycków jak Nicki Minaj*. I w sumie sama siebie bym odrzuciła, ale czy wygląd to wszystko na co zwracasz uwagę?
Widocznie tak."
Zwijam starannie kawałek papieru i chowam pod poduszkę.
Możecie nazwać mnie nienormalną i głupią, że piszę listy do chłopaka, których nigdy nie zobaczy. Macie racje, jestem idiotką, ale to mi pomaga. I tylko to się dla mnie liczy.
Drzwi do mojego pokoju szeroko się otwierają, a w nich staje mój starszy brat.
-Mama kazała mi cię zgarnąć na obiad. -mówi od niechcenia i wychodzi.
Na coś w stylu posiadania dobrych stosunków brat-siostra nie mogę liczyć. Od dziecka Chad był nieznośny, ale od kiedy ma swoją własną kapelę, omija mnie szerokim łukiem w szkole. Pech chciał, że chodzę tam gdzie on.
Powoli wychodzę z pokoju i kieruję się do kuchni. Stół stoi już nakryty, a Chad, mama, Henrie i tata czekają tylko na mnie. Uśmiecham się do niech niemrawo i siadam na krześle.
-A więc, Henrie. -zaczyna mama. -Jak twój pierwszy trening?
Chłopiec przez chwilę patrzy się na mamę, jakby wyczuć co chciała od niego usłyszeć, ale potem wkłada do buzi kawałek kurczaka i pokazuje mamie, że nie może mówić, bo je.
-No to może ty Rony? Jak ci minął dzień w szkole? -pyta się mnie.
-Było dobrze. -odpowiadam.
-Zapisałam ciebie i Angie na ten obóz, który chciałaś. -oznajmia.
-Naprawdę? -piszczę podekscytowana, ale zaraz się uspokajam. -To świetnie.
-Czym się tak cieszysz? -syczy na mnie Chad. -I tak żaden chłopak nie zwróci na ciebie uwagi. Jesteś za nudna i......brzydka też.
To było jak cios poniżej pasa. Własny brat.
Szanowni państwo, witam w moim świecie.
-Przepraszam, ale nie mam apetytu. -odsuwam się od stołu i tłumię chęć rozpłakania się mu w twarz. Słyszę jeszcze próbę nakłonienia mnie do powrotu, ale już nie zwracam na to uwagi i mocno trzaskam drzwiami.
Mam dość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz