sobota, 22 lutego 2014

Rozdział drugi

-To nie było fair wobec mnie, że nawet mnie nie uprzedziłaś że nie będzie cię w szkole.
-Przepraszam Steph, po prostu strasznie się czułam rano. -mrużę oczy, przez słońce, które wpada przez okno. -Ale dobrze, że przyszłaś teraz.
Dziewczyna kiwa głową i posyła mi ciepłe spojrzenie.
-Zostało jeszcze sześć dni. Planujesz jutro iść do szkoły? -unosi brwi ku górze.
-Tak.
Kieszeń Steph wibruje, a ta wyciąga z niej telefon i odbiera. Rozmawia ze swoją siostrą, a potem wściekła rozłącza połączenie i rzuca telefonem o moje łóżko.
Obydwie siedzimy oparte o wezgłowie łóżka, a w telewizji gra jakiś film. Jest wyciszony, więc nie mam pojęcia czemu jest włączony. Chyba po prostu, żeby grał.
-Moja siostra to suka. -podsumowuje krótko.
Uśmiecham się lekko pod nosem i spoglądam na nią.
-To nie prawda, jest sympatyczną dziewczyną. -bronię jej. -Może nie dla mnie, bo mnie nie cierpi, ale ogólnie wygląda miło. -to prawda. Jeffie, siostra Steph nienawidziła mnie i traktowała jak wroga, od kiedy jej chłopak zakochał się we mnie.
-Smarkula ma dopiero czternaście lat, a zachowuje się jakby była panią świata! -unosi głos.
-To ten wiek. -śmieję się. -My też takie byłyśmy.
-Racja. -na chwilę pogłębiamy się w ciszy. -Muszę iść do domu. Jef nie może zostać sama na noc, a mama i tata wyjechali do dziadków.
Dziewczyna wstaje i się ze mną przytula, po czym machając krótko, wychodzi z pokoju.
Zostaję sama.
Znów słyszę pukanie do drzwi. Czyli nie jestem sama.
-Tak?
-Mogę wejść? -pyta się głos Chad'a.
-Jasne. -burczę. -Czego chcesz? -pytam, gdy już widzę jego głowę zza moich drzwi.
Stoi przez chwilę w milczeniu, ale zaraz potem wchodzi wgłąb pomieszczenia i siada na krańcu łóżka.
To trochę dziwne.
-Chciałem cię przeprosić za to co powiedziałem wczoraj. -chowa twarz w ręce. -Jestem idiotą.
Co prawda, to prawda.
-Nie chcę twoich przeprosin, bo miałeś rację. -stwierdzam. -Jestem nudna.
Domyślam się jak dużo musiał ćwiczyć przed lustrem, żeby w końcu wejść tu i mnie przeprosić, ale domyślam się też tego, że to zasługa mamy. Ona umie być przerażająca.
-To nie prawda. -zaprzecza? A to dziwne. -Jesteś super dziewczyną.
-Chad. -wzdycham ciężko. -Nigdy nie będziemy się zachowywać jak przystaje na normalne rodzeństwo, więc nie musisz mnie pocieszać. Wytrzymam bez tego.
Dziwi mnie fakt, że tak nagle mój brat chce być wyjątkowo zżyty ze mną. Nigdy, a to przenigdy nie myślałam, że dożyję tej oto chwili.
-Okej, przynajmniej próbowałem. -podnosi się i wychodzi na korytarz, zamykając za sobą drzwi.


Patrzę na telefon i odczytuję sms'a po raz kolejny.

Od: Justin Bieber.
"Bądź o siódmej, mam coś jeszcze do załatwienia. xox"

Że co?

Do: Justin Bieber.
"Pomyłka."

Nie mogę powstrzymać napływu gorąca w mojej twarzy. To był zwykły przypadek. Popełnił cyfrówkę, to się zdarza.
Pewnie pisał do Rachel.
Telefon znów wibruje, a moje ręce dostają dziwnych drgawek.
-Uspokój się. -szepczę sama do siebie.

Od: Steph.
"Jak tam? U mnie nuda. Jef zaprosiła kolegów i powiedziała, że też mogę zaprosić jakiegoś kolegę, i wiesz co? Powiedziałam jej, że ktoś przyjdzie, ale potem zorientowałam się, że nie mam żadnego kolegi ;)"

Oh nie. Steph.
Czy ty właśnie wiesz co się stało Steph? Oh, oczywiście, że nie wiesz.

Do końca dnia czekałam na jakikolwiek znak. Byłam gotowa napisać mu, żeby się tym nie przejmował, ale przecież wiem, że się nie przejął.
Jestem taką cholerną idiotką i zachowuje się jak czternastolatka. W rzeczywistości mam siedemnaście lat, a okres cieszenia się z sms'a od chłopaka minął. Tak myślę.

Po ósmej, tak jak przeczuwałam rodzice wracają z pracy. Henrie zdążył wrócić pięć minut przed nimi, więc nie zorientowali się, że go nie było. Tym razem pomagam mamie zanosić talerze i jedzenie na stół, a potem wszyscy jemy rodzinny obiad.
Temat treningów znów powraca, ale Henrie nie chce o tym rozmawiać. Czyżby go wyrzucili?
Chad zmienia temat i mówi coś o swojej kapeli, i że załatwił im występ w sobotę. Mimo że traktujemy się jak traktujemy, to jestem z niego dumna. Jest bardzo utalentowany.
Obiad dobiega końca, a Henrie zostaje z mamą, żeby wszystko pozmywać.
Wracam do swojego pokoju i biorę krótki prysznic.
Jedynym plusem posiadania dwójki braci, jest to że mogę mieć swoją własną łazienkę, a to o wiele wygodniejsze.
Ubieram się w stare piżamy, rozczesuję włosy i kładę spać.


W nocy przebudzam się, słysząc dźwięk sms'a. Kto może pisać o tej porze?
Podnoszę sprzęt i mrużąc czytam wiadomość.

Od: Justin Bieber
"Wybacz, chyba się po prostu pomyliłem. W takim razie do kogo napisałem?"

Moje serce zamiera.



poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział pierwszy

-Jeszcze tylko tydzień. -mruczy do mnie Steph. -Wyobraź sobie, że za siedem dni będziemy leżeć na leżakach i opalać się całe dnie, popijając zimne koktajle.
Uśmiecham się szeroko.
Perspektywa mnie w bikini na leżaku z koktajlem w ręku trochę mnie uspokaja. Tak bardzo chciałabym już tam pojechać.
Na ten obóz jedzie tylko kilka osób z naszej szkoły, które na dodatek nas nie znają, więc nie mam się czym martwić. Na dodatek cały obóz jest organizowany w wielkim hotelu blisko plaży.
Dla mnie to coś cudownego.
-Nie wytrzymam. -szepczę.
-Obawiam się, że ja też będę miała z tym problem. -marszczy nos. -Ale damy radę.


Po lekcjach poszłyśmy do jednej z naszych ulubionych kafejek. To już nasza rutyna.
-Hej dziewczyny! -wita się z nami Courtney. -To co zawsze?
-Hej Courtney. -macham jej. -Tak.
Siadamy w stoliku na rogu i omawiamy szczegóły wyjazdu.
-Myślisz, że powinnam sobie kupić nowe bikini? -pyta się Steph, odgarniając swoje czerwone włosy za ucho.
-Nie wiem. -śmieję się. -Ale jeśli tak to tylko ze mną.
-Okej. Jeszcze zobacz...-urywa, a jej wzrok tkwi w czymś za mną.
-Steph? Stephanie, co jest? -odwracam się i widzę ICH.
Moje oczy gwałtownie się rozszerzają, a oddech zanika mi w gardle. Czuję palenie w żołądku, który obraca się ze zdenerwowania.
Cholera, co oni tutaj robią?
-O boże. -syczę, chowając twarz w ręce. -Zachowujmy się normalnie, okej?


Po powrocie do domu nadal nie mogę uwierzyć, że paczka tych najfajniejszych przyszła akurat tam gdzie my. To pech, naturalnie że tak.
Na dodatek ON też tam był. Justin Bieber. Chłopak, który podoba mi się od kiedy tylko pamiętam. Chłopak, do którego codziennie piszę jeden list. 
Oh, jak bardzo upadłam?
On ma dziewczynę, Rachel. Jest piękna i bogata i jest przeciwieństwem mnie.
Zdejmuję buty i rzucam nimi o kafelki w przedpokoju, po czym biegnę do swojego pokoju. Próbuję powstrzymać łzy, które szczypią moje oczy, ale nie potrafię.
Wpadam do środka i wybucham płaczem.
-Rony? Czemu płaczesz? -pyta się mnie jakiś głos.
Odsłaniam szybko twarz i widzę rozmazanego Henriego.
-Nic się nie stało. -ocieram szybko policzki. -Czemu jesteś w moim pokoju?
-Szukałem swojej płyty. Co się stało?
-Nic. -warczę. -Masz czternaście lat, więc nie zrozumiesz. A teraz wyjdź.
Chłopak posłusznie wychodzi i zamyka za sobą drzwi, a ja zaczynam znowu ryczeć.
Jestem taką idiotką.
Skończoną idiotką.

Prolog

" Zastanawiałeś się kiedyś, przez chwilkę, nad tym co masz?
Objaśnię ci to. Masz wszystko.
Dziewczyny rzucają się na ciebie, masz pieniądze, piękny dom zaraz przy parku. To o domie wiem, bo kiedyś robiłam z tobą projekt na francuski. Byłam u ciebie przez godzinę, i mogę szczerze przyznać, że to najlepsza godzina mojego życia. Ale jest jeden, jedyny problem...ja dla ciebie nie istnieję.
Fakt, jestem zwykła. Nie mam figury jak modelka, ani cycków jak Nicki Minaj*. I w sumie sama siebie bym odrzuciła, ale czy wygląd to wszystko na co zwracasz uwagę?
Widocznie tak."
Zwijam starannie kawałek papieru i chowam pod poduszkę.
Możecie nazwać mnie nienormalną i głupią, że piszę listy do chłopaka, których nigdy nie zobaczy. Macie racje, jestem idiotką, ale to mi pomaga. I tylko to się dla mnie liczy.
Drzwi do mojego pokoju szeroko się otwierają, a w nich staje mój starszy brat.
-Mama kazała mi cię zgarnąć na obiad. -mówi od niechcenia i wychodzi.
Na coś w stylu posiadania dobrych stosunków brat-siostra nie mogę liczyć. Od dziecka Chad był nieznośny, ale od kiedy ma swoją własną kapelę, omija mnie szerokim łukiem w szkole. Pech chciał, że chodzę tam gdzie on.
Powoli wychodzę z pokoju i kieruję się do kuchni. Stół stoi już nakryty, a Chad, mama, Henrie i tata czekają tylko na mnie. Uśmiecham się do niech niemrawo i siadam na krześle.
-A więc, Henrie. -zaczyna mama. -Jak twój pierwszy trening?
Chłopiec przez chwilę patrzy się na mamę, jakby wyczuć co chciała od niego usłyszeć, ale potem wkłada do buzi kawałek kurczaka i pokazuje mamie, że nie może mówić, bo je.
-No to może ty Rony? Jak ci minął dzień w szkole? -pyta się mnie.
-Było dobrze. -odpowiadam.
-Zapisałam ciebie i Angie na ten obóz, który chciałaś. -oznajmia.
-Naprawdę? -piszczę podekscytowana, ale zaraz się uspokajam. -To świetnie.
-Czym się tak cieszysz? -syczy na mnie Chad. -I tak żaden chłopak nie zwróci na ciebie uwagi. Jesteś za nudna i......brzydka też.
To było jak cios poniżej pasa. Własny brat.
Szanowni państwo, witam w moim świecie.
-Przepraszam, ale nie mam apetytu. -odsuwam się od stołu i tłumię chęć rozpłakania się mu w twarz. Słyszę jeszcze próbę nakłonienia mnie do powrotu, ale już nie zwracam na to uwagi i mocno trzaskam drzwiami.
Mam dość.